sobota, 4 sierpnia 2012

Rozdział 2

Hej!
A więc pierwsza notka dodana... Cieszę się, że została przyjęta entuzjastycznie... :P Wiele to dla mnie znaczy... :D Jazz jak zwykle nie spieprzył roboty. :P 
No nic... 
Dziękuję bardzo w moim i mojego przyjaciela imieniu za wszystkie komentarze. :* 
Koooooocham was! :**** 
No nic... Dodaję drugi rozdział i liczę na komentarz. :*
Pozdrawiam i ściskam z całych sił
Al Excenair



Rozdział 2


Zarzuciłem szybko na siebie niebieskie, jeansy i czarną, prostą koszulkę. Przetarłem okulary i zbiegłem z powrotem na dół.
Rodzice siedzieli jeszcze przy stole, czytając gazetę.
-No chodźmy!-krzyknąłem.
Podnieśli na mnie wzrok.
-Już jesteś gotowy?-spytała, zaskoczona mama.
-A nie widać?-uśmiechnąłem się.-No chodźmy.
Roznosiła mnie energia.
Hogwart...
Tyle o nim słyszałem.
Wolno, jak dla mnie zbyt wolno wstali z krzeseł i poszli ze mną do przedpokoju.
Założyli kurtki i buty i kiedy sprawdzili, że jestem już w stu procentach gotowy mama zabrała się za układanie mojej fryzury.
Jak zwykle czepiała się, że jest za bardzo nastroszona.
Cała ona...
Po piętnastu minutach mojego błagania jej żeby przestała i wracaniu po tysiąc razy po różne rzeczy takie jak na przykład lista rzeczy do szkoły, wreszcie wsiedliśmy do samochodu i wyjechaliśmy spod domu.
Ulice Londynu były jak zwykle zapchane co wcale mi nie ułatwiało powstrzymania niecierpliwości, która z każdą chwila stawał się coraz potężniejsza.
Zatrzymaliśmy się na parkingu, pod dziurawym kotłem. Ten stary pub nic się nie zmieniał. Przechodziłem przez niego z rodzicami z setki razy, kiedy ci szli na jakieś zakupy, a on zawsze był obskurny, brudny i bardzo tani.
Jednak tym razem cieszył mnie każdy pyłek kurzu wokół niego.
Kiedy tylko weszliśmy do środka, przywitał nas gwar rozmów, poszczękiwanie talerzy i różne latające przedmioty.
Mój tata podszedł do baru i przywitał się z Tomem, który jak zwykle witał go nadzwyczaj rozemocjonowany.
-James!-usłyszałem wołanie taty.
Podszedłem do niego szybko razem z mamą i spojrzałem z zainteresowaniem.
-Kelly!-Tom jak zwykle próbował zaimponować mojej mamie.-Co tam u ciebie? Jak się wam żyje?
-Ach, bardzo dobrze. Właśnie idziemy z Jamesem na jego pierwsze zakupy. Wiesz... w tym roku jedzie do Hogwartu.-powiedziała uprzejmym tonem mama i przytuliła mnie mocno do siebie.
Tom wychylił się zza baru i spojrzał na mnie badawczo.
-James...-posłał mi bezzębny uśmiech.-Pierwszy rok... Boże... Pamiętam jak cię jeszcze mama na rękach nosiła, a teraz proszę... Prawie dorosły mężczyzna. Niech ja cię uściskam.-powiedział i zagarnął mnie do siebie energicznie.
Nie powiem... nie pachniał najlepiej. Alkohol i smród nieumytego ciała w jednej mieszance stanowczo odrzucały. Mimo wszystko zachowałem przyjazną minę i odwzajemniłem czułość.
Po chwili oderwał się ode mnie i spojrzał na mojego ojca.
-Zatem Mike... Musisz być dumny z syna. Pewnie liczysz, że trafi do Gryffindoru, tak jak wy wszyscy?-spytał.
-Nie... Skądże. James jest wspaniałym człowiekiem i nieważne gdzie się dostanie i tak będę z niego dumny.-powiedział i mrugnął do mnie przyjaźnie.-Wszystkie domy są najlepsze.
Tom wyraźnie nie podzielał zdania mojego ojca, ale kiwnął głową na znak potwierdzenia, nie chcąc się z nim sprzeczać.
-My już musimy iść.-powiedziała moja mama.-Czeka nas dużo zakupów.
-Naturalnie.-Tom ukłonił się nisko.-Wpadnijcie po zakupach, a ugotuję wam jakiś obiad. Trzeba uczcić taką okazję.-uśmiechnął się.
-Naturalnie. Do zobaczenia Tom.-powiedział mój ojciec.
-Do zobaczenia Mike, Kelly i ty, mój mały chłopcze.-powiedział, przenosząc na mnie wzrok.
-Do zobaczenia Tom.-powtórzyłem słowa ojca.
Wyszliśmy szybko tylnymi drzwiami na małe, zamknięte podwórko, gdzie stał tylko pojemnik na śmieci i rosło parę chwastów.
Nie byłem tu pierwszy raz zatem z małym zainteresowaniem śledziłem jak mój ojciec wyjmuje różdżkę, liczy po kolej cegły i stuka w odpowiednią z ich tak, by otworzyło się przejście na ulicę Pokątną.
Mnóstwo sklepów i ludzi z pakunkami natychmiast rzuciło mi się w oczy.
Gdziekolwiek się rozejrzałem widziałem biegające czarownice lub czarodziejów ze swoimi dziećmi, śpieszących w różne kierunki. Widocznie nie tylko ja dzisiaj chciałem zrobić zakupy. Przeniosłem wzrok na rodziców.
-Idziemy do Gringotta?-spytałem taty.
-Nie musimy. Mamy przy sobie dużo pieniędzy.-uśmiechnął się do mnie lekko.
Ulżyło mi. Nienawidziłem chodzić do Gringotta. Te wszystkie gobliny osobiście mnie przerażały. Ich spojrzenia, podejrzliwość i otwarta pogarda dla ludzi. Nic gorszego nie było na tym świecie.
-Co najpierw?-szepnęła mama, patrząc na mnie radośnie.
Otworzyłem listę i ją przeczytałem:

HOGWART
SZKOŁA
MAGII i CZARODZIEJSTWA

Umundurowanie:
Studenci pierwszego roku muszą mieć:
1.Trzy komplety szat roboczych (czarnych)
    2.Jedną zwykłą spiczastą tiarę dzienną (czarną)
    3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju)
    4.Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)
    UWAGA: Wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem.
    Podręczniki:
    Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:
Standardowa księga zaklęć (1 stopień) Mirandy Goshawk
Dzieje Magii Bathildy Bagshot
Teoria magii Adalberta Wafflinga
Wprowadzenie do transmutacji (dla początkujących) Emerika Switcha
Tysiąc magicznych ziół i grzybów Phyllidy Spore
Magiczne wzory i napoje Arseniusa Jiggera
Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć Newta Scamadera
Ciemne Moce: Poradnik samoobrony Quentina Trimble'a

Pozostałe wyposażenie:
1 różdżka
1 kociołek (cynowy, rozmiar 2)
1 zestaw szklanych lub kryształowych fiolek
1 teleskop
1 miedziana waga z odważnikami

Studenci mogą także mieć jedną sowę ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę.

PRZYPOMINA SIĘ RODZICOM, ŻE STUDENTOM PIERWSZYCH LAT NIE POZWALA SIĘ NA POSIADANIE WŁASNYCH MIOTEŁ.


-Zatem? Co najpierw?-powtórzył pytanie mamy, tata.
-Różdżka.-powiedziałem szybko.
Zawsze marzyłem o własnej różdżce. To było coś... Nowa miotła oczywiście byłaby lepsza, ale byłem pewien, że rodzice nawet nie będą chcieli o tym słyszeć.
-To do Ollivandera.-zakomenderował tata.
Doskonale wiedziałem, w którym kierunku mam iść. Podziwiałem ten sklep setki razy...
Nie wahając się popchnąłem drzwi i wszedłem do środka. Rodzice zostali na zewnątrz, najprawdopodobniej chcąc dać mi cieszyć się chwilą.
Rozejrzałem się po sklepie. Nigdy nie byłem w środku i szczerze powiedziawszy spodziewałem się czegoś bardziej... czy ja wiem... Wytwornego?
Tak, chyba tak...
Pomieszczenie było malutkie i zupełnie puste, jeśli nie liczyć jednego krzesła z wysokim oparciem i wąskich pudełek piętrzących się jedno na drugim, od podłogi do sufitu.
-Dzień dobry.-powiedziałem spokojnym głosem i natychmiast usłyszałem obok mnie jakiś szelest. Drgnąłem lekko przestraszony, ale natychmiast się odwróciłem.
Przede mną stał chudy, bardzo blady staruszek o niezwykle wielkich oczach, które wyglądem przypominały dwa księżyce.
-Oh, dzień dobry, dzień dobry. Jak sądzę James Potter. Prawda?-powiedział szybko.
Kiwnąłem szybko głową.
-A pan musi być tym słynnym Ollivanderem.
Nie odpowiedział, ale lekko się uśmiechnął.
-Wygląda pan identyczni jak pański ojciec. Jednak muszę przyznać, że nos ma pan raczej po matce. Mike ma bardziej zakrzywiony, natomiast Kelly idealnie prosty.-mówił już szukając czegoś w stercie pudełek.
-Pamiętam jakby to było wczoraj jak pańscy rodzice weszli kupić swoje pierwsze różdżki. Twój ojciec wybrał dąb, serce smoka i włos z ogona jednorożca. Dwadzieścia cali. Bardzo wytrzymała. Doskonała do rzucania uroków i zaklęć. Natomiast twoja matka wybrała wierzbę i pióro feniksa . Dziesięć cali. Bardzo delikatna, ale niezwykle precyzyjna.
-Więc to prawda, że pamięta pan dokładnie każdą różdżkę, którą pan sprzedał?
Oczy starszego mężczyzny lekko zalśniły, ale zamiast odpowiedzi podszedł do mnie z miarką i zaczął ustawiać pod różnymi kątami tak, by móc znać moje dokładne wymiary.
-Która ręka ma moc?-spytał szybko.
-Prawa.
Kiwnął głową i zaczął coś do siebie szeptać. Następnie podał mi różdżkę, którą wyciągnął z jednego z pudeł i gestem nakazał mi nią machnąć.
Tak też uczyniłem. Nagle z przedmiotu wyleciał ogień, który zapewne pochłonąłby cały sklep gdyby nie machnięcie dłonią Ollivandera, które sprawiło, że różdżka równo ułożyła się na ladzie.
-Nie. To nie ta.-wysunął w moją stronę kolejną.-Heban i róg jednorożca, osiem i pół cala bardzo wytrzymała. Proszę spróbować.
Ponownie machnąłem przedmiotem, ale spowodowało to tylko tyle, że wysadziłem niechcący stos różdżek.
-Nie. To może ta. Brzoza i serce smoka. Dziewięć cali. Bardzo ładna i dobrze dopasowująca się do ręki.
Tylko ująłem różdżkę, a zadrżała kolejna sterta artykułów i po chwili runęła z trzaskiem na ziemię.
-Nie, nie, nie!-krzyknął Ollivander i nagle zastygł na chwilę.-Już wiem...-szepnął i z zapałem zaczął grzebać w dopiero co zwalonym przeze mnie stosie.
Podszedł z wąskim, czarnym pudełkiem i otworzył je przede mną.
Różdżka była cała biała, prosta i elegancka.
Instynktownie po nią sięgnąłem.
Natychmiast moje ciało przeszyła niezwykła moc, a z różdżki wyleciały złote iskry.
Na twarzy sklepikarza pojawił się szeroki uśmiech.
-Tak... Idealna. Że też od razu nie wpadłem na ten pomysł. Mahoń. Jedenaście cali, bardzo potężna. Posiada w sobie niezwykle dużo mocy i jest znakomita do transmutacji.-szepnął cicho i podał mi pudełko.
Spojrzałem za drzwi sklepu i widząc czekających tam na mnie rodziców kiwnąłem głową, dając im znak, że mogą wejść do środka.
Natychmiast do mnie dołączyli, zapłacili i opuściliśmy sklep.
Czułem falę szczęścia...
Miałem różdżkę. Od teraz byłem oficjalnie czarodziejem. Uśmiechnąłem się sam do siebie i spojrzałem na mamę i tatę. O dziwo okazało się, że są już dużo przede mną, więc natychmiast do nich podbiegłem.
Mama odwróciła się nagle i widząc, że do nich biegnę zatrzymała się i zawołała:
-James! Chodź szybko! Mamy jeszcze dużo do kupienia!

Al Excenair

niedziela, 1 lipca 2012

Rozdział 1

Hej!
Będę razem z moją dobrą przyjaciółką, Al Excenair prowadził tego bloga. Niektórzy być może już mnie znają z mojego pierwszego i osobistego bloga o Alice i Jasperze ze Zmierzchu:
http://alice-jasper-odmienilas-mi-zycie.blogspot.com/
Inni dopiero mnie poznają, ale mam nadzieję, że będą wchodzić na nasz blog, a także może ktoś nowy zajrzy na ten mój. :D Z góry przepraszam was za wszystkie błędy jakie pewnie znajdziecie w moim tekście, ale nie mam często niestety czasu ich poprawiać. :( Hmmm... To, by chyba było na tyle... No, bo ile można pisać wstępu? ;P Proszę o wszelkie komentarze, a także polecenia jakiś blogów... To z chęcią wejdę, a jak nie ja to Al. No nic... Pozdrawiam was gorąco i całuję :*
Jazz183

Rozdział 1

-James! Śniadanie!-krzyk mojej mamy, dochodzący z dołu był niemiłosiernie głośny.
Może jeszcze uda mi się go zignorować... Z nadzieją przekręciłem się na drugi bok i z całej siły zacisnąłem powieki, próbując z powrotem zasnąć.
-James!-tym razem głos mojego taty.
Otworzyłem oczy i spojrzałem na budzik, stojący na szafce nocnej.
8 rano, wakacje, a oni mi każą wstawać... Westchnąłem przeciągle i nie mając zamiaru się ruszyć z łóżka spojrzałem na sufit.
Ciche kroki kierujące się w moją stronę.
-James. Wstawaj. Już późno.-mój tata dalej miał masę cierpliwości.
Skrzypnięcie drzwi do mojego pokoju spowodowało, że natychmiast zamknąłem oczy. Jedyną nadzieją, by zostawili mnie w spokoju było udawanie.
Nagle poczułem dłoń na moim czole, delikatnie mnie gładzącą.
-I tak wiem, że nie śpisz.-usłyszałem.
Byłem już na przegranej pozycji, więc opornie podniosłem powieki do góry.
-Co mnie zdradziło?-spytałem udając naburmuszonego.
Mój tata zaśmiał się radośnie i pocałował w policzek.
-Słyszałem, a poza tym mrugałeś.-mruknął.
Skrzywiłem się i spojrzałem na niego zainteresowany.
-Jak można mrugać z zamkniętymi oczami?-uśmiechnąłem się delikatnie.
Wzruszył ramionami.
-Nie mam pojęcia, ale tak jest. Ja jak dziadek kazał mi wstawać chowałem głowę w poduszkę tak, by nie mógł zobaczyć moich oczu.-szepnął do mnie cicho.
-Działało?
Zmarszczył czoło, a na jego usta wstąpił szeroki uśmiech.
-Na niego? Niezupełnie, ale babcia dawała się nabrać. Myślę, że mama też się na to złapie, ale nie mów, że ci doradziłem.-położył palec na ustach, dając mi do zrozumienia, że to pozostanie tylko i wyłącznie pomiędzy nami.
Zaśmiałem się. Mój tata... Największy sojusznik.
-Jasne. To będzie nasza tajemnica.-szepnąłem.
Nagle usłyszałem energiczne kroki i stukanie obcasów.
-Co będzie waszą tajemnicą?-spytała rozbawiona mama, której twarz właśnie ukazała się w drzwiach.
-A nic takiego.-powiedział tata i posłał mi porozumiewawcze spojrzenie.
-Macie przede mną sekrety?-podeszła do nas i objęła mnie delikatnie w pasie.
-Nie, mamo. My? Nigdy.-powiedziałem szybko, robiąc przy tym minę anioła.
-Oj coś kręcicie chłopcy.-zażartowała.-Wiecie... Czarownice są nieprzewidywalne. Mogę wam doczarować po ogonach czy może zamienię was w żaby...-zagroziła.
Mój tata zaśmiał się głośno i pocałował ją delikatnie w usta.
-Pani Potter...-szepnął, patrząc jej w oczy.
-Panie Potter...
-Myślę, że jednak mieliśmy coś komuś powiedzieć.-mruknął tata.
Nie rozumiałem co takiego mieli na myśli...
Czyżby chodziło o mnie?
Na pewno... Tylko wtedy stawali się tacy tajemniczy...
-O co chodzi?-spytałem zaciekawiony i wstałem machinalnie z łóżka.
-No nie wiem, Kelly...-mruknął tata do niej.-Pewnie będzie tak podekscytowany, że nawet nie tknie śniadania, a tak się nad nim napracowałaś.
-Mike...Skarbie...-moja mama zmieniła głos na przeraźliwie słodki.
Odwróciłem wzrok.
Nie lubiłem patrzeć na te ich czułości...
Jeszcze gorzej było jak robili to w miejscach publicznych. Wtedy to już wszyscy się na nich gapili.
-Dajmy mu to.-szepnęła mama.
Z każdym słowem robiłem się coraz ciekawszy.
-Dać mi co?
-Może po śniadaniu?-zaproponował tata.
Podszedłem do taty i spojrzałem mu prosto w oczy.
-Nie ma mowy!-krzyknąłem.-Dopóki nie dowiem się o co chodzi, nie zjem śniadania.-oświadczyłem.
-No już mu dajmy.-powiedziała mama, patrząc intensywnie na tatę.
Ten westchnął przeciągle i wysunął z wewnętrznej kieszeni marynarki, jakąś pożółkłą, wypchaną kopertę z zielonym napisem na zewnętrznej stronie.
Wziąłem ją od niego i odczytałem:

Pan J. Potter
Niebieski pokój
Westminde 8
Londyn

Spojrzałem na nią z zainteresowaniem.
Odwróciłem stronę i zobaczyłem czerwoną pieczęć z herbem: lew, orzeł, borsuk i wąż wokół dużej litery H.
Hogwart...
Czy to możliwe żebym się wreszcie doczekał tego listu? Przez całą pierwszą część wakacji wyglądałem sowy z tą kopertą, a teraz... Nagle przyszła!!!
Przeniosłem wzrok na mamę.
-Czy to...?-zacząłem, ale ta przerwała mi kiwnięciem głowy na znak potwierdzenia.
Z drżeniem rąk przerwałem paznokciem papier.
Wyjąłem złożony na pół kawałek pergaminu i otworzyłem go.

HOGWART
SZKOŁA
MAGII i CZARODZIEJSTWA
Dyrektor: ALBUS DUMBLEDORE
(Order Merlina Pierwszej Klasy, Wielki Czar, Gł. Mag, Najwyższa Szycha, Międzynarodowa Konfed. Czarodziejów)


Szanowny panie Potter

Mamy przyjemność poinformowania Pana, że został Pan przyjęty do Szkoły Magii i Czarodziejstwa, Hogwart. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia. Rok szkolny rozpoczyna się 1 września. Oczekujemy pańskiej sowy nie później niż 31 lipca.

Z wyrazami szacunku
Minerwa McGonnagall
zastępca dyrektora


Uśmiechnąłem się promiennie i rzuciłem się rodzicom na szyję.
Wreszcie...
11 lat życia i wreszcie dostałem list!!
Nie wiedzieć kiedy z moich ust wylała się salwa śmiechu.
-James, James, spokojnie, bo mi głowę urwiesz.-powiedziała mama i pocałowała mnie w policzek.
-Nareszcie! Dostałem list, dostałem list!-krzyknąłem i zbiegłem na dół w samej pidżamie.
Po parunastu okrążeniach domu i wyładowaniu mojej nadmiarowej energii usiadłem do stołu i zabrałem się za śniadanie.
Naleśniki z czekoladą pierwszy raz w życiu nie sprawiały mi tak ogromnej przyjemności jak zwykle.
Z pełnymi ustami spytałem się energicznie taty:
-Możemy iść dzisiaj po rzeczy?-spytałem z nadzieją.
-No nie wiem James...-mama jak zwykle była oporna.
-Proooszę... -spojrzałem na nią błagalnie.
-Dobrze, pojedziemy.-uśmiechnął się tata.-W końcu tylko raz idzie się po raz pierwszy do Hogwartu.
Mama przewróciła oczami i zamruczała coś pod nosem.
Wepchnąłem sobie resztę naleśnika do ust, ucałowałem rodziców i pobiegłem na górę się ubrać. Czekał mnie niezwykły dzień...



Jazz183

wtorek, 26 czerwca 2012

Witam

Hej!
Witam was gorąco na blogu poświęconym Jamesowi Potterowi-ojcu Harrego. Nie będzie to jednak tradycyjny blog jakie są wszędzie, czyli miłość Lili i Jamesa, ale przede wszystkim o przyjaźni, bo to ona jest kluczem do wszechświata.
Według książki James i Lili zaczęli ze sobą chodzić dopiero w 5 klasie, a ja zaczynam od 1, więc zdarzy się jeszcze sporo rzeczy zanim ta para będzie razem. 
Blog będzie prowadzony wspólnie z moim przyjacielem, który jest już trochę znany, a mianowicie Jazz'em183. 
Zgodził mi się pomóc i wesprzeć w trudnych chwilach, zatem notki będą przez nas dodawane na przemian.
Pozdrawiam was gorąco i liczę, że zaczniecie czytać
Al Excenair