niedziela, 1 lipca 2012

Rozdział 1

Hej!
Będę razem z moją dobrą przyjaciółką, Al Excenair prowadził tego bloga. Niektórzy być może już mnie znają z mojego pierwszego i osobistego bloga o Alice i Jasperze ze Zmierzchu:
http://alice-jasper-odmienilas-mi-zycie.blogspot.com/
Inni dopiero mnie poznają, ale mam nadzieję, że będą wchodzić na nasz blog, a także może ktoś nowy zajrzy na ten mój. :D Z góry przepraszam was za wszystkie błędy jakie pewnie znajdziecie w moim tekście, ale nie mam często niestety czasu ich poprawiać. :( Hmmm... To, by chyba było na tyle... No, bo ile można pisać wstępu? ;P Proszę o wszelkie komentarze, a także polecenia jakiś blogów... To z chęcią wejdę, a jak nie ja to Al. No nic... Pozdrawiam was gorąco i całuję :*
Jazz183

Rozdział 1

-James! Śniadanie!-krzyk mojej mamy, dochodzący z dołu był niemiłosiernie głośny.
Może jeszcze uda mi się go zignorować... Z nadzieją przekręciłem się na drugi bok i z całej siły zacisnąłem powieki, próbując z powrotem zasnąć.
-James!-tym razem głos mojego taty.
Otworzyłem oczy i spojrzałem na budzik, stojący na szafce nocnej.
8 rano, wakacje, a oni mi każą wstawać... Westchnąłem przeciągle i nie mając zamiaru się ruszyć z łóżka spojrzałem na sufit.
Ciche kroki kierujące się w moją stronę.
-James. Wstawaj. Już późno.-mój tata dalej miał masę cierpliwości.
Skrzypnięcie drzwi do mojego pokoju spowodowało, że natychmiast zamknąłem oczy. Jedyną nadzieją, by zostawili mnie w spokoju było udawanie.
Nagle poczułem dłoń na moim czole, delikatnie mnie gładzącą.
-I tak wiem, że nie śpisz.-usłyszałem.
Byłem już na przegranej pozycji, więc opornie podniosłem powieki do góry.
-Co mnie zdradziło?-spytałem udając naburmuszonego.
Mój tata zaśmiał się radośnie i pocałował w policzek.
-Słyszałem, a poza tym mrugałeś.-mruknął.
Skrzywiłem się i spojrzałem na niego zainteresowany.
-Jak można mrugać z zamkniętymi oczami?-uśmiechnąłem się delikatnie.
Wzruszył ramionami.
-Nie mam pojęcia, ale tak jest. Ja jak dziadek kazał mi wstawać chowałem głowę w poduszkę tak, by nie mógł zobaczyć moich oczu.-szepnął do mnie cicho.
-Działało?
Zmarszczył czoło, a na jego usta wstąpił szeroki uśmiech.
-Na niego? Niezupełnie, ale babcia dawała się nabrać. Myślę, że mama też się na to złapie, ale nie mów, że ci doradziłem.-położył palec na ustach, dając mi do zrozumienia, że to pozostanie tylko i wyłącznie pomiędzy nami.
Zaśmiałem się. Mój tata... Największy sojusznik.
-Jasne. To będzie nasza tajemnica.-szepnąłem.
Nagle usłyszałem energiczne kroki i stukanie obcasów.
-Co będzie waszą tajemnicą?-spytała rozbawiona mama, której twarz właśnie ukazała się w drzwiach.
-A nic takiego.-powiedział tata i posłał mi porozumiewawcze spojrzenie.
-Macie przede mną sekrety?-podeszła do nas i objęła mnie delikatnie w pasie.
-Nie, mamo. My? Nigdy.-powiedziałem szybko, robiąc przy tym minę anioła.
-Oj coś kręcicie chłopcy.-zażartowała.-Wiecie... Czarownice są nieprzewidywalne. Mogę wam doczarować po ogonach czy może zamienię was w żaby...-zagroziła.
Mój tata zaśmiał się głośno i pocałował ją delikatnie w usta.
-Pani Potter...-szepnął, patrząc jej w oczy.
-Panie Potter...
-Myślę, że jednak mieliśmy coś komuś powiedzieć.-mruknął tata.
Nie rozumiałem co takiego mieli na myśli...
Czyżby chodziło o mnie?
Na pewno... Tylko wtedy stawali się tacy tajemniczy...
-O co chodzi?-spytałem zaciekawiony i wstałem machinalnie z łóżka.
-No nie wiem, Kelly...-mruknął tata do niej.-Pewnie będzie tak podekscytowany, że nawet nie tknie śniadania, a tak się nad nim napracowałaś.
-Mike...Skarbie...-moja mama zmieniła głos na przeraźliwie słodki.
Odwróciłem wzrok.
Nie lubiłem patrzeć na te ich czułości...
Jeszcze gorzej było jak robili to w miejscach publicznych. Wtedy to już wszyscy się na nich gapili.
-Dajmy mu to.-szepnęła mama.
Z każdym słowem robiłem się coraz ciekawszy.
-Dać mi co?
-Może po śniadaniu?-zaproponował tata.
Podszedłem do taty i spojrzałem mu prosto w oczy.
-Nie ma mowy!-krzyknąłem.-Dopóki nie dowiem się o co chodzi, nie zjem śniadania.-oświadczyłem.
-No już mu dajmy.-powiedziała mama, patrząc intensywnie na tatę.
Ten westchnął przeciągle i wysunął z wewnętrznej kieszeni marynarki, jakąś pożółkłą, wypchaną kopertę z zielonym napisem na zewnętrznej stronie.
Wziąłem ją od niego i odczytałem:

Pan J. Potter
Niebieski pokój
Westminde 8
Londyn

Spojrzałem na nią z zainteresowaniem.
Odwróciłem stronę i zobaczyłem czerwoną pieczęć z herbem: lew, orzeł, borsuk i wąż wokół dużej litery H.
Hogwart...
Czy to możliwe żebym się wreszcie doczekał tego listu? Przez całą pierwszą część wakacji wyglądałem sowy z tą kopertą, a teraz... Nagle przyszła!!!
Przeniosłem wzrok na mamę.
-Czy to...?-zacząłem, ale ta przerwała mi kiwnięciem głowy na znak potwierdzenia.
Z drżeniem rąk przerwałem paznokciem papier.
Wyjąłem złożony na pół kawałek pergaminu i otworzyłem go.

HOGWART
SZKOŁA
MAGII i CZARODZIEJSTWA
Dyrektor: ALBUS DUMBLEDORE
(Order Merlina Pierwszej Klasy, Wielki Czar, Gł. Mag, Najwyższa Szycha, Międzynarodowa Konfed. Czarodziejów)


Szanowny panie Potter

Mamy przyjemność poinformowania Pana, że został Pan przyjęty do Szkoły Magii i Czarodziejstwa, Hogwart. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia. Rok szkolny rozpoczyna się 1 września. Oczekujemy pańskiej sowy nie później niż 31 lipca.

Z wyrazami szacunku
Minerwa McGonnagall
zastępca dyrektora


Uśmiechnąłem się promiennie i rzuciłem się rodzicom na szyję.
Wreszcie...
11 lat życia i wreszcie dostałem list!!
Nie wiedzieć kiedy z moich ust wylała się salwa śmiechu.
-James, James, spokojnie, bo mi głowę urwiesz.-powiedziała mama i pocałowała mnie w policzek.
-Nareszcie! Dostałem list, dostałem list!-krzyknąłem i zbiegłem na dół w samej pidżamie.
Po parunastu okrążeniach domu i wyładowaniu mojej nadmiarowej energii usiadłem do stołu i zabrałem się za śniadanie.
Naleśniki z czekoladą pierwszy raz w życiu nie sprawiały mi tak ogromnej przyjemności jak zwykle.
Z pełnymi ustami spytałem się energicznie taty:
-Możemy iść dzisiaj po rzeczy?-spytałem z nadzieją.
-No nie wiem James...-mama jak zwykle była oporna.
-Proooszę... -spojrzałem na nią błagalnie.
-Dobrze, pojedziemy.-uśmiechnął się tata.-W końcu tylko raz idzie się po raz pierwszy do Hogwartu.
Mama przewróciła oczami i zamruczała coś pod nosem.
Wepchnąłem sobie resztę naleśnika do ust, ucałowałem rodziców i pobiegłem na górę się ubrać. Czekał mnie niezwykły dzień...



Jazz183

2 komentarze:

  1. Boże...ten poranek to tak jakbym słyszała własną mamę.Drze się na cały głos,że jest śniadanie.Normalnie masakra jakaś.Pierwsza notka bardzo mi się spodobała,taka pozytywna i pełna energii.Jestem ciekawa co będzie dalej i czekam z niecierpliwością na NN.
    Całuję gorąco i pozdrawiam
    Alice

    OdpowiedzUsuń
  2. HHHHHEEEEEEEJJJJJJJJ!!!!!!!!!!! Super pierwszy rozdział, jeny... jak mozna budzic dziecko w wakacje o 8 rano?! Swietna pierwsza nota, czekam na NN z niecierpliwoscia wiec dodawajcie jak najszybciej :)

    OdpowiedzUsuń