Hej!
Będę razem z moją dobrą przyjaciółką, Al Excenair prowadził tego bloga. Niektórzy być może już mnie znają z mojego pierwszego i osobistego bloga o Alice i Jasperze ze Zmierzchu:
http://alice-jasper-odmienilas-mi-zycie.blogspot.com/
Inni dopiero mnie poznają, ale mam nadzieję, że będą wchodzić na nasz blog, a także może ktoś nowy zajrzy na ten mój. :D Z góry przepraszam was za wszystkie błędy jakie pewnie znajdziecie w moim tekście, ale nie mam często niestety czasu ich poprawiać. :( Hmmm... To, by chyba było na tyle... No, bo ile można pisać wstępu? ;P Proszę o wszelkie komentarze, a także polecenia jakiś blogów... To z chęcią wejdę, a jak nie ja to Al. No nic... Pozdrawiam was gorąco i całuję :*
Jazz183
Rozdział 1
-James! Śniadanie!-krzyk
mojej mamy, dochodzący z dołu był niemiłosiernie głośny.
Może jeszcze uda mi się go
zignorować... Z nadzieją przekręciłem się na drugi bok i z całej
siły zacisnąłem powieki, próbując z powrotem zasnąć.
-James!-tym razem głos
mojego taty.
Otworzyłem oczy i
spojrzałem na budzik, stojący na szafce nocnej.
8 rano, wakacje, a oni mi
każą wstawać... Westchnąłem przeciągle i nie mając zamiaru się
ruszyć z łóżka spojrzałem na sufit.
Ciche kroki kierujące się
w moją stronę.
-James. Wstawaj. Już
późno.-mój tata dalej miał masę cierpliwości.
Skrzypnięcie drzwi do
mojego pokoju spowodowało, że natychmiast zamknąłem oczy. Jedyną
nadzieją, by zostawili mnie w spokoju było udawanie.
Nagle poczułem dłoń na
moim czole, delikatnie mnie gładzącą.
-I tak wiem, że nie
śpisz.-usłyszałem.
Byłem już na przegranej
pozycji, więc opornie podniosłem powieki do góry.
-Co mnie zdradziło?-spytałem
udając naburmuszonego.
Mój tata zaśmiał się
radośnie i pocałował w policzek.
-Słyszałem, a poza tym
mrugałeś.-mruknął.
Skrzywiłem się i
spojrzałem na niego zainteresowany.
-Jak można mrugać z
zamkniętymi oczami?-uśmiechnąłem się delikatnie.
Wzruszył ramionami.
-Nie mam pojęcia, ale tak
jest. Ja jak dziadek kazał mi wstawać chowałem głowę w poduszkę
tak, by nie mógł zobaczyć moich oczu.-szepnął do mnie cicho.
-Działało?
Zmarszczył czoło, a na
jego usta wstąpił szeroki uśmiech.
-Na niego? Niezupełnie, ale
babcia dawała się nabrać. Myślę, że mama też się na to
złapie, ale nie mów, że ci doradziłem.-położył palec na
ustach, dając mi do zrozumienia, że to pozostanie tylko i wyłącznie
pomiędzy nami.
Zaśmiałem się. Mój
tata... Największy sojusznik.
-Jasne. To będzie nasza
tajemnica.-szepnąłem.
Nagle usłyszałem
energiczne kroki i stukanie obcasów.
-Co będzie waszą
tajemnicą?-spytała rozbawiona mama, której twarz właśnie ukazała
się w drzwiach.
-A nic takiego.-powiedział
tata i posłał mi porozumiewawcze spojrzenie.
-Macie przede mną
sekrety?-podeszła do nas i objęła mnie delikatnie w pasie.
-Nie, mamo. My?
Nigdy.-powiedziałem szybko, robiąc przy tym minę anioła.
-Oj coś kręcicie
chłopcy.-zażartowała.-Wiecie... Czarownice są nieprzewidywalne.
Mogę wam doczarować po ogonach czy może zamienię was w
żaby...-zagroziła.
Mój tata zaśmiał się
głośno i pocałował ją delikatnie w usta.
-Pani Potter...-szepnął,
patrząc jej w oczy.
-Panie Potter...
-Myślę, że jednak
mieliśmy coś komuś powiedzieć.-mruknął tata.
Nie rozumiałem co takiego
mieli na myśli...
Czyżby chodziło o mnie?
Na pewno... Tylko wtedy
stawali się tacy tajemniczy...
-O co chodzi?-spytałem
zaciekawiony i wstałem machinalnie z łóżka.
-No nie wiem,
Kelly...-mruknął tata do niej.-Pewnie będzie tak podekscytowany,
że nawet nie tknie śniadania, a tak się nad nim napracowałaś.
-Mike...Skarbie...-moja mama
zmieniła głos na przeraźliwie słodki.
Odwróciłem wzrok.
Nie lubiłem patrzeć na te
ich czułości...
Jeszcze gorzej było jak
robili to w miejscach publicznych. Wtedy to już wszyscy się na nich
gapili.
-Dajmy mu to.-szepnęła
mama.
Z każdym słowem robiłem
się coraz ciekawszy.
-Dać mi co?
-Może po
śniadaniu?-zaproponował tata.
Podszedłem do taty i
spojrzałem mu prosto w oczy.
-Nie ma
mowy!-krzyknąłem.-Dopóki nie dowiem się o co chodzi, nie zjem
śniadania.-oświadczyłem.
-No już mu
dajmy.-powiedziała mama, patrząc intensywnie na tatę.
Ten westchnął przeciągle
i wysunął z wewnętrznej kieszeni marynarki, jakąś pożółkłą,
wypchaną kopertę z zielonym napisem na zewnętrznej stronie.
Wziąłem ją od niego i
odczytałem:
Pan J. Potter
Niebieski pokój
Westminde 8
Londyn
Spojrzałem na nią z zainteresowaniem.
Odwróciłem stronę i zobaczyłem czerwoną pieczęć z herbem: lew,
orzeł, borsuk i wąż wokół dużej litery H.
Hogwart...
Czy to możliwe żebym się wreszcie doczekał tego listu? Przez całą
pierwszą część wakacji wyglądałem sowy z tą kopertą, a
teraz... Nagle przyszła!!!
Przeniosłem wzrok na mamę.
-Czy to...?-zacząłem, ale ta przerwała mi kiwnięciem głowy na
znak potwierdzenia.
Z drżeniem rąk przerwałem paznokciem papier.
Wyjąłem złożony na pół kawałek pergaminu i otworzyłem go.
HOGWART
SZKOŁA
MAGII i CZARODZIEJSTWA
Dyrektor: ALBUS DUMBLEDORE
(Order
Merlina Pierwszej Klasy, Wielki Czar, Gł. Mag, Najwyższa Szycha,
Międzynarodowa Konfed. Czarodziejów)
Szanowny panie Potter
Mamy przyjemność poinformowania Pana, że został Pan
przyjęty do Szkoły Magii i Czarodziejstwa, Hogwart. Dołączamy
listę niezbędnych książek i wyposażenia. Rok szkolny rozpoczyna
się 1 września. Oczekujemy pańskiej sowy nie później niż 31
lipca.
Z wyrazami szacunku
Minerwa McGonnagall
zastępca dyrektora
Uśmiechnąłem się promiennie i rzuciłem się
rodzicom na szyję.
Wreszcie...
11 lat życia i wreszcie dostałem list!!
Nie wiedzieć kiedy z moich ust wylała się salwa
śmiechu.
-James, James, spokojnie, bo mi głowę
urwiesz.-powiedziała mama i pocałowała mnie w policzek.
-Nareszcie! Dostałem list, dostałem list!-krzyknąłem
i zbiegłem na dół w samej pidżamie.
Po parunastu okrążeniach domu i wyładowaniu mojej
nadmiarowej energii usiadłem do stołu i zabrałem się za
śniadanie.
Naleśniki z czekoladą pierwszy raz w życiu nie
sprawiały mi tak ogromnej przyjemności jak zwykle.
Z pełnymi ustami spytałem się energicznie taty:
-Możemy iść dzisiaj po rzeczy?-spytałem z nadzieją.
-No nie wiem James...-mama jak zwykle była oporna.
-Proooszę... -spojrzałem na nią błagalnie.
-Dobrze, pojedziemy.-uśmiechnął się tata.-W końcu
tylko raz idzie się po raz pierwszy do Hogwartu.
Mama przewróciła oczami i zamruczała coś pod nosem.
Wepchnąłem sobie resztę naleśnika do ust, ucałowałem
rodziców i pobiegłem na górę się ubrać. Czekał mnie niezwykły
dzień...
Jazz183
Boże...ten poranek to tak jakbym słyszała własną mamę.Drze się na cały głos,że jest śniadanie.Normalnie masakra jakaś.Pierwsza notka bardzo mi się spodobała,taka pozytywna i pełna energii.Jestem ciekawa co będzie dalej i czekam z niecierpliwością na NN.
OdpowiedzUsuńCałuję gorąco i pozdrawiam
Alice
HHHHHEEEEEEEJJJJJJJJ!!!!!!!!!!! Super pierwszy rozdział, jeny... jak mozna budzic dziecko w wakacje o 8 rano?! Swietna pierwsza nota, czekam na NN z niecierpliwoscia wiec dodawajcie jak najszybciej :)
OdpowiedzUsuń