Hej!
A więc pierwsza notka dodana... Cieszę się, że została przyjęta entuzjastycznie... :P Wiele to dla mnie znaczy... :D Jazz jak zwykle nie spieprzył roboty. :P
No nic...
Dziękuję bardzo w moim i mojego przyjaciela imieniu za wszystkie komentarze. :*
Koooooocham was! :****
No nic... Dodaję drugi rozdział i liczę na komentarz. :*
Pozdrawiam i ściskam z całych sił
Al Excenair
Rozdział 2
Zarzuciłem szybko na siebie niebieskie, jeansy i
czarną, prostą koszulkę. Przetarłem okulary i zbiegłem z
powrotem na dół.
Rodzice siedzieli jeszcze przy stole, czytając gazetę.
-No chodźmy!-krzyknąłem.
Podnieśli na mnie wzrok.
-Już jesteś gotowy?-spytała, zaskoczona mama.
-A nie widać?-uśmiechnąłem się.-No chodźmy.
Roznosiła mnie energia.
Hogwart...
Tyle o nim słyszałem.
Wolno, jak dla mnie zbyt wolno wstali z krzeseł i
poszli ze mną do przedpokoju.
Założyli kurtki i buty i kiedy sprawdzili, że jestem
już w stu procentach gotowy mama zabrała się za układanie mojej
fryzury.
Jak zwykle czepiała się, że jest za bardzo
nastroszona.
Cała ona...
Po piętnastu minutach mojego błagania jej żeby
przestała i wracaniu po tysiąc razy po różne rzeczy takie jak na
przykład lista rzeczy do szkoły, wreszcie wsiedliśmy do samochodu
i wyjechaliśmy spod domu.
Ulice Londynu były jak zwykle zapchane co wcale mi nie
ułatwiało powstrzymania niecierpliwości, która z każdą chwila
stawał się coraz potężniejsza.
Zatrzymaliśmy się na parkingu, pod dziurawym kotłem.
Ten stary pub nic się nie zmieniał. Przechodziłem przez niego z
rodzicami z setki razy, kiedy ci szli na jakieś zakupy, a on zawsze
był obskurny, brudny i bardzo tani.
Jednak tym razem cieszył mnie każdy pyłek kurzu wokół
niego.
Kiedy tylko weszliśmy do środka, przywitał nas gwar
rozmów, poszczękiwanie talerzy i różne latające przedmioty.
Mój tata podszedł do baru i przywitał się z Tomem,
który jak zwykle witał go nadzwyczaj rozemocjonowany.
-James!-usłyszałem wołanie taty.
Podszedłem do niego szybko razem z mamą i spojrzałem
z zainteresowaniem.
-Kelly!-Tom jak zwykle próbował zaimponować mojej
mamie.-Co tam u ciebie? Jak się wam żyje?
-Ach, bardzo dobrze. Właśnie idziemy z Jamesem na jego
pierwsze zakupy. Wiesz... w tym roku jedzie do Hogwartu.-powiedziała
uprzejmym tonem mama i przytuliła mnie mocno do siebie.
Tom wychylił się zza baru i spojrzał na mnie
badawczo.
-James...-posłał mi bezzębny uśmiech.-Pierwszy
rok... Boże... Pamiętam jak cię jeszcze mama na rękach nosiła, a
teraz proszę... Prawie dorosły mężczyzna. Niech ja cię
uściskam.-powiedział i zagarnął mnie do siebie energicznie.
Nie powiem... nie pachniał najlepiej. Alkohol i smród
nieumytego ciała w jednej mieszance stanowczo odrzucały. Mimo
wszystko zachowałem przyjazną minę i odwzajemniłem czułość.
Po chwili oderwał się ode mnie i spojrzał na mojego
ojca.
-Zatem Mike... Musisz być dumny z syna. Pewnie liczysz,
że trafi do Gryffindoru, tak jak wy wszyscy?-spytał.
-Nie... Skądże. James jest wspaniałym człowiekiem i
nieważne gdzie się dostanie i tak będę z niego dumny.-powiedział
i mrugnął do mnie przyjaźnie.-Wszystkie domy są najlepsze.
Tom wyraźnie nie podzielał zdania mojego ojca, ale
kiwnął głową na znak potwierdzenia, nie chcąc się z nim
sprzeczać.
-My już musimy iść.-powiedziała moja mama.-Czeka nas
dużo zakupów.
-Naturalnie.-Tom ukłonił się nisko.-Wpadnijcie po
zakupach, a ugotuję wam jakiś obiad. Trzeba uczcić taką
okazję.-uśmiechnął się.
-Naturalnie. Do zobaczenia Tom.-powiedział mój ojciec.
-Do zobaczenia Mike, Kelly i ty, mój mały
chłopcze.-powiedział, przenosząc na mnie wzrok.
-Do zobaczenia Tom.-powtórzyłem słowa ojca.
Wyszliśmy szybko tylnymi drzwiami na małe, zamknięte
podwórko, gdzie stał tylko pojemnik na śmieci i rosło parę
chwastów.
Nie byłem tu pierwszy raz zatem z małym
zainteresowaniem śledziłem jak mój ojciec wyjmuje różdżkę,
liczy po kolej cegły i stuka w odpowiednią z ich tak, by otworzyło
się przejście na ulicę Pokątną.
Mnóstwo sklepów i ludzi z pakunkami natychmiast
rzuciło mi się w oczy.
Gdziekolwiek się rozejrzałem widziałem biegające
czarownice lub czarodziejów ze swoimi dziećmi, śpieszących w
różne kierunki. Widocznie nie tylko ja dzisiaj chciałem zrobić
zakupy. Przeniosłem wzrok na rodziców.
-Idziemy do Gringotta?-spytałem taty.
-Nie musimy. Mamy przy sobie dużo pieniędzy.-uśmiechnął
się do mnie lekko.
Ulżyło mi. Nienawidziłem chodzić do Gringotta. Te
wszystkie gobliny osobiście mnie przerażały. Ich spojrzenia,
podejrzliwość i otwarta pogarda dla ludzi. Nic gorszego nie było
na tym świecie.
-Co najpierw?-szepnęła mama, patrząc na mnie
radośnie.
Otworzyłem listę i ją przeczytałem:
HOGWART
SZKOŁA
MAGII i CZARODZIEJSTWA
Umundurowanie:
Studenci pierwszego roku muszą mieć:
1.Trzy komplety szat roboczych (czarnych)
2.Jedną zwykłą spiczastą tiarę dzienną (czarną)
3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry
albo podobnego rodzaju)
4.Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)
UWAGA: Wszystkie stroje uczniów powinny być
zaopatrzone w naszywki z imieniem.
Podręczniki:
Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu
następujących dzieł:
Standardowa
księga zaklęć (1 stopień) Mirandy
Goshawk
Dzieje
Magii
Bathildy Bagshot
Teoria
magii Adalberta
Wafflinga
Wprowadzenie
do transmutacji (dla początkujących) Emerika
Switcha
Tysiąc
magicznych ziół i grzybów Phyllidy
Spore
Magiczne
wzory i napoje Arseniusa
Jiggera
Fantastyczne
zwierzęta i jak je znaleźć Newta
Scamadera
Ciemne
Moce: Poradnik samoobrony Quentina
Trimble'a
Pozostałe
wyposażenie:
1 różdżka
1 kociołek (cynowy, rozmiar 2)
1 zestaw szklanych lub kryształowych fiolek
1 teleskop
1 miedziana waga z odważnikami
Studenci mogą także mieć jedną sowę ALBO jednego
kota, ALBO jedną ropuchę.
PRZYPOMINA SIĘ RODZICOM, ŻE STUDENTOM PIERWSZYCH LAT
NIE POZWALA SIĘ NA POSIADANIE WŁASNYCH MIOTEŁ.
-Zatem? Co najpierw?-powtórzył pytanie mamy, tata.
-Różdżka.-powiedziałem szybko.
Zawsze marzyłem o własnej różdżce. To było coś...
Nowa miotła oczywiście byłaby lepsza, ale byłem pewien, że
rodzice nawet nie będą chcieli o tym słyszeć.
-To do Ollivandera.-zakomenderował tata.
Doskonale wiedziałem, w którym kierunku mam iść.
Podziwiałem ten sklep setki razy...
Nie wahając się popchnąłem drzwi i wszedłem do
środka. Rodzice zostali na zewnątrz, najprawdopodobniej chcąc dać
mi cieszyć się chwilą.
Rozejrzałem się po sklepie. Nigdy nie byłem w środku
i szczerze powiedziawszy spodziewałem się czegoś bardziej... czy
ja wiem... Wytwornego?
Tak, chyba tak...
Pomieszczenie było malutkie i zupełnie puste, jeśli
nie liczyć jednego krzesła z wysokim oparciem i wąskich pudełek
piętrzących się jedno na drugim, od podłogi do sufitu.
-Dzień dobry.-powiedziałem spokojnym głosem i
natychmiast usłyszałem obok mnie jakiś szelest. Drgnąłem lekko
przestraszony, ale natychmiast się odwróciłem.
Przede mną stał chudy, bardzo blady staruszek o
niezwykle wielkich oczach, które wyglądem przypominały dwa
księżyce.
-Oh, dzień dobry, dzień dobry. Jak sądzę James
Potter. Prawda?-powiedział szybko.
Kiwnąłem szybko głową.
-A pan musi być tym słynnym Ollivanderem.
Nie odpowiedział, ale lekko się uśmiechnął.
-Wygląda pan identyczni jak pański ojciec. Jednak
muszę przyznać, że nos ma pan raczej po matce. Mike ma bardziej
zakrzywiony, natomiast Kelly idealnie prosty.-mówił już szukając
czegoś w stercie pudełek.
-Pamiętam jakby to było wczoraj jak pańscy rodzice
weszli kupić swoje pierwsze różdżki. Twój ojciec wybrał dąb,
serce smoka i włos z ogona jednorożca. Dwadzieścia cali. Bardzo
wytrzymała. Doskonała do rzucania uroków i zaklęć. Natomiast
twoja matka wybrała wierzbę i pióro feniksa . Dziesięć cali.
Bardzo delikatna, ale niezwykle precyzyjna.
-Więc to prawda, że pamięta pan dokładnie każdą
różdżkę, którą pan sprzedał?
Oczy starszego mężczyzny lekko zalśniły, ale zamiast
odpowiedzi podszedł do mnie z miarką i zaczął ustawiać pod
różnymi kątami tak, by móc znać moje dokładne wymiary.
-Która ręka ma moc?-spytał szybko.
-Prawa.
Kiwnął głową i zaczął coś do siebie szeptać.
Następnie podał mi różdżkę, którą wyciągnął z jednego z
pudeł i gestem nakazał mi nią machnąć.
Tak też uczyniłem. Nagle z przedmiotu wyleciał ogień,
który zapewne pochłonąłby cały sklep gdyby nie machnięcie
dłonią Ollivandera, które sprawiło, że różdżka równo ułożyła
się na ladzie.
-Nie. To nie ta.-wysunął w moją stronę
kolejną.-Heban i róg jednorożca, osiem i pół cala bardzo
wytrzymała. Proszę spróbować.
Ponownie machnąłem przedmiotem, ale spowodowało to
tylko tyle, że wysadziłem niechcący stos różdżek.
-Nie. To może ta. Brzoza i serce smoka. Dziewięć
cali. Bardzo ładna i dobrze dopasowująca się do ręki.
Tylko ująłem różdżkę, a zadrżała kolejna sterta
artykułów i po chwili runęła z trzaskiem na ziemię.
-Nie, nie, nie!-krzyknął Ollivander i nagle zastygł
na chwilę.-Już wiem...-szepnął i z zapałem zaczął grzebać w
dopiero co zwalonym przeze mnie stosie.
Podszedł z wąskim, czarnym pudełkiem i otworzył je
przede mną.
Różdżka była cała biała, prosta i elegancka.
Instynktownie po nią sięgnąłem.
Natychmiast moje ciało przeszyła niezwykła moc, a z
różdżki wyleciały złote iskry.
Na twarzy sklepikarza pojawił się szeroki uśmiech.
-Tak... Idealna. Że też od razu nie wpadłem na ten
pomysł. Mahoń. Jedenaście cali, bardzo potężna. Posiada w sobie
niezwykle dużo mocy i jest znakomita do transmutacji.-szepnął
cicho i podał mi pudełko.
Spojrzałem za drzwi sklepu i widząc czekających tam
na mnie rodziców kiwnąłem głową, dając im znak, że mogą wejść
do środka.
Natychmiast do mnie dołączyli, zapłacili i
opuściliśmy sklep.
Czułem falę szczęścia...
Miałem różdżkę. Od teraz byłem oficjalnie
czarodziejem. Uśmiechnąłem się sam do siebie i spojrzałem na
mamę i tatę. O dziwo okazało się, że są już dużo przede mną,
więc natychmiast do nich podbiegłem.
Mama odwróciła się nagle i widząc, że do nich
biegnę zatrzymała się i zawołała:
-James! Chodź szybko! Mamy jeszcze dużo do kupienia!
Al Excenair
Och!!!
OdpowiedzUsuńŚwietnie,świetnie,świetnie!!!
Bosko,po prostu bosko.Notka taka pałająca entuzjazmem,szczęściem i...taką przyjemną atmosferą.wybieranie różdżki było najlepsze z całego rozdziału.No cóż czekam na rozdział numer trzy i życzę dużo,dużo weny.
Całuję
Alice
Chce do Hogwardu!!!!!Zaje rozdział.Czekam na nn.Zapraszam do sb http://my-blood-is-ur-life.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńDroga Al Excenair!
OdpowiedzUsuńChciałabym sie z Tobą skontaktować i porozmawiać.
Proszę odezwij się do mnie na mail'a:
alicecullen300@onet.pl
To dla mnie bardzo ważne.